Kage wraz z Kazumą podbiegli do okna i z niepokojem wyjrzeli przez nie. Niestety ich obawy okazały się słuszne. Nad
wioską unosiła się jedna wielka chmura dymu. Kushina stała osłupiała. Nawet nie
zainteresowała się przyczyną ewidentnego wybuchu. Wiedziała już, że to zwiastuje koniec wioski. Nie poradzą sobie,
czuła to. Łzy cisnęły jej się do oczu a wargi zaczęły drgać. Nie mogła płakać.
Nie czas na to. Trzeba chronić wioskę. Nie zważając na brata oraz przywódcę osady
wybiegła z pomieszczenia. Jej tata był shinobi więc wierzyła w niego i jego
umiejętności, martwiła się jednak o matkę, która znała tylko jutsu
pieczętujące. Postanowiła wybrać drogę
na skróty i takim oto sposobem była w domu w ciągu nie całych pięciu minut.
Biegła niezdarnie ile sił w nogach co chwila się potykając. Wokół niej
rozciągał się krajobraz walk, tryskającej krwi i umierających ludzi. Nie
zwracała jednak na to uwagi. Myślała tylko o tym czy zdąży na czas. Gdy stanęła
przed domem natychmiast złapała za klamkę i już miała ją pociągnąć lecz zawahała
się. Narastały w niej wątpliwości czy aby na pewno chce zobaczyć to co się dzieje
w środku… ale tam jest jej mama i musi je pomóc! W tym momencie była rozdarta
wewnętrznie. Jej siła, odwaga i pewność siebie nagle gdzieś uleciały, lecz to
nie był czas na rozterki. Wzięła głęboki wdech i wstrzymała powietrze w płucach
po czym jednym szybkim ruchem otworzyła drzwi. Wtedy jej chwilowa słabość niespodziewanie
znikła a w sercu zapaliła się chęć do ochrony wioski oraz najbliższych. Zaczęła przeszukiwać dom, lecz to nie trwało
zbyt długo ponieważ znalazła swoją rodzicielkę nieżywą w kuchni, pierwszym pomieszczeniu
do którego zajrzała. Leżała na podłodze z otwartymi szeroko oczami , a
z ust cienkim strumyczkiem ciekła krew. Nie miała żadnych siniaków, ran ani złamań.
-Musieli ją zabić genjutsu… - pomyślała. Dziewczyna zamknęła oczy zmarłej i
jeszcze ostatni raz spojrzała na swoją mamę. Ta sama która ją urodziła,
karmiła, dawała poczucie bezpieczeństwa, opatrywała rany, uśmiechała się do
niej pomimo własnych problemów i tak bardzo ją kochała leżała teraz przed nią.
Nie sądziła, że przyjdzie jej kiedykolwiek widzieć obraz zmarłego członka
rodziny. Rudowłosej naprawdę bardzo chciało się płakać, przytulić się do kogoś
bliskiego i wypłakać wszystkie smutki, chociaż wiedziała, że to niedługo będzie
już nie możliwe. Zacisnęła zęby i wybiegła z domu tak jakby pozostawiała
wspomnienia, dzieciństwo i dotychczasowe życie.
Postanowiła, że nie będzie walczyć, tylko leczyć rannych, tylko tyle
może zrobić. Biegała po wiosce z tą myślą i usiłowała pomóc poszkodowanym kiedy
parę metrów od niej ujrzała leżącą osobę i natychmiast do niej podbiegła. Nie mogła
uwierzyć swoim oczom, okazało się, że to był jej brat, co więcej był na granicy
życia i śmierci. Bez zbędnych rozmów przyłożyła swoje dłonie do klatki
piersiowej chłopaka a spod jej rąk zaczęła wydobywać się seledynowa
chakra. Nagle poczuła czyjąś obecność.
Wzięła kunaia do ręki i rzuciła w najbliższy krzak z którego po chwili
wyskoczył shinobi z wioski chmury. Rzucił w nią shurikenami, które z łatwością
odbiła. Tak zaczęła się walka. Toczyła się dosyć równo jednak po czasie różnice
w doświadczeniu i umiejętnościach Kushiny a jej rywala stały się widoczne. Po
niedługiej wymianie bezpośrednich ciosów ruda się odsłoniła i była idealnym
celem. Kunai już zmierzał w kierunku jej brzucha kiedy jakieś ciało zasłoniło ją.
Był to Kazuma, który został bezpośrednio trafiony, jednakże był na tyle blisko,
że bez problemu dźgnął wroga swoją bronią. Gdy tamten upadł na ziemię chłopak
zaczął:
- Tata zmarł… mama również, prawda? – pytał się, jednak mówił jakby był pewny
odpowiedzi jak i tego, że Kushina wie, co się stało z ich matką. Nie czekając
na reakcję siostry kontynuował – Oni już nie żyją i nie wrócą, zrozum to, mnie
też za chwilę już nie będzie, tak samo i wioski. Musisz się ratować… i tak
miałaś się przenieść do Konoha, więc zrób to.
- Każesz mi uciekać? – zapytała z niedowierzaniem dziewczyna.
- Spełnij ostatnią prośbę swojego starszego brata, dobrze? – odpowiedział Kazuma.
Odwrócił się do Kushiny i drżącą ręką poklepał ją po głowie z uśmiechem
mówiąc- Kocham Cię, rudzielcu.
Wtedy też opadł bez życia na ziemię. Rudowłosa nawet nie spojrzała na niego tylko
mówiła do pustej przestrzeni słowa: „ Wiem, że już za późno, ale od dziś będę
grzeczną młodszą siostrą..” i nie czekając na nic wzięła zwłoki brata na plecy
i wyruszyła w drogę. Biegła ile tylko miała siły w nogach, dzień i noc.
Przedzierała się przez las aż pewnego razu napotkała się na mały stawik pełen
ryb, żab i innych stworzeń, a wokół niego rozciągało się nieprzerwalne pasmo
brzóz rozstawionych nierównomiernie. Pod jedną z nich wykopała duży dół i
zakopała zwłoki brata. Z dwóch cieńszych brzozowych gałęzi zrobiła krzyż i
wetknęła go w miejsce pochówku. Po krótkim odpoczynku postanowiła wrócić do
głównej drogi. Tym razem szła bardzo powoli by mieć pewność, że nie zapomni
drogi do tego miejsca. Dopiero teraz ujrzała tę zieleń lasów i spokój
jakim to miejsce emanowało. Pogoda była bardzo słoneczna w odróżnieniu od tej z
Uzushiogakure, w której ciągle padał deszcz i było pochmurno. Spacerowała sobie
tak, jakby to było dla niej przyjemnością. Zupełnie nie było widać, że właśnie
była w żałobie po straceniu wioski i całej rodziny. W końcu doszła do bram
Konoha, sama nie wiedząc jak tu trafiła. Zawahała się na chwilę. Naprawdę nie
chciała tu przychodzić ale nie mogła żyć w lesie. Poza tym złożyła obietnicę
Kazumie, że się go posłucha. Zacisnęła pięści i podeszła do jednego ze strażników,
który spojrzał na nią z ukosa na wieść, że chce się spotkać z Hokage. Podszedł
do drugiego i chwilę się naradzali zerkając podejrzliwie na
dziewczynę. W końcu jeden z nich gdzieś pobiegł i wrócił z dwoma innymi
shinobi, pewnie na zmianę warty, a wcześniej poznana dwójka (mam nadzieję, że się
nie pogubicie którzy to którzy :C dop. aut.) zadeklarowała się, że odprowadzi
ją do gabinetu głowy wioski. Ruszyli w drogę. Szli ulicami Konoha. Dla
dziewczyny było to aż imponujące jaką pokojową i życzliwą aurą promieniuje to
miejsce, jednak ciekawił ją jeden fakt.
- Tak właściwie to czemu mnie wpuściliście do wioski? Przecież mnie nie znacie.
– zaczęła rozmowę zaciekawiona rudowłosa na co oboje się uśmiechnęli a jeden
odpowiedział.
- Nie mogliśmy zostawić małej dziewczynki samej, poza tym ciekawi mnie jaką
sprawę możesz mieć do Hokage.
Reszta drogi minęła im na przyjacielskiej rozmowie. Gdy doszli na miejsce dziewczyna zapukała po
czym weszła do gabinetu. Pomieszczenie wyglądało zupełnie inaczej niż Kage z
jej wioski. Było przestronne, z dużymi oknami przez które widać było cudną
panoramę wioski, urządzone dość nowocześnie. Za biurkiem siedział dość sędziwy
mężczyzna z radosnym uśmiechem i kapeluszem Hokage. W ogóle Kushinie wszystko
tej wiosce wydawało się radosne, a wszyscy się uśmiechali, zastanawiało ją to.
- Co cię do mnie sprowadza dziecinko?- zapytał mężczyzna wyrywając dziewczynę z
przemyśleń.
-Nazywam się Uzumaki Kushina – odpowiedziała po prostu a ten zrobił minę jakby
to wszystko wyjaśniało. Dziewczyna
jednak kontynuowała wypowiedź- Niestety zaatakowano moją osadę, która rozpadła się
a wszystkich mieszkańców zabito. Dlatego przybyłam tu już teraz.
-Krótko i rzeczowo, to mi się podoba. Tak właściwie wiesz po co tu jesteś? –
zapytał, a dziewczyna zaprzeczyła. – Powiem prosto z mostu. Z powodu twojej
chakry chcemy cie uczynic następnym Jinchuurikim Kyuubiego. Teraz zaprowadzę
cię do pani Mito- aktualnej Jinchuuriki. Bardzo chce z tobą porozmawiać i to
ona zapewni ci schronienie do póki nie znajdziesz własnego mieszkania. – wtedy mężczyzna
wstał i podszedł do zszokowanej
dziewczyny i razem wyszli z gabinetu.