Wszelkie komentarze mile widziane ;)

sobota, 29 marca 2014

Rozdział 2

Kage wraz z Kazumą podbiegli do okna i z niepokojem wyjrzeli przez  nie. Niestety ich obawy okazały się słuszne. Nad wioską unosiła się jedna wielka chmura dymu. Kushina stała osłupiała. Nawet nie zainteresowała się przyczyną ewidentnego wybuchu. Wiedziała już, że to zwiastuje koniec wioski. Nie poradzą sobie, czuła to. Łzy cisnęły jej się do oczu a wargi zaczęły drgać. Nie mogła płakać. Nie czas na to. Trzeba chronić wioskę. Nie zważając na brata oraz przywódcę osady wybiegła z pomieszczenia. Jej tata był shinobi więc wierzyła w niego i jego umiejętności, martwiła się jednak o matkę, która znała tylko jutsu pieczętujące. Postanowiła wybrać  drogę na skróty i takim oto sposobem była w domu w ciągu nie całych pięciu minut. Biegła niezdarnie ile sił w nogach co chwila się potykając. Wokół niej rozciągał się krajobraz walk, tryskającej krwi i umierających ludzi. Nie zwracała jednak na to uwagi. Myślała tylko o tym czy zdąży na czas. Gdy stanęła przed domem natychmiast złapała za klamkę i już miała ją pociągnąć lecz zawahała się. Narastały w niej wątpliwości czy aby na pewno chce zobaczyć to co się dzieje w środku… ale tam jest jej mama i musi je pomóc! W tym momencie była rozdarta wewnętrznie. Jej siła, odwaga i pewność siebie nagle gdzieś uleciały, lecz to nie był czas na rozterki. Wzięła głęboki wdech i wstrzymała powietrze w płucach po czym jednym szybkim ruchem otworzyła drzwi. Wtedy jej chwilowa słabość niespodziewanie znikła a w sercu zapaliła się chęć do ochrony wioski oraz najbliższych.  Zaczęła przeszukiwać dom, lecz to nie trwało zbyt długo ponieważ znalazła swoją rodzicielkę nieżywą w kuchni, pierwszym pomieszczeniu do którego zajrzała. Leżała na podłodze z otwartymi szeroko oczami , a z ust cienkim strumyczkiem ciekła krew. Nie miała żadnych siniaków, ran ani złamań.
 -Musieli ją zabić genjutsu… - pomyślała. Dziewczyna zamknęła oczy zmarłej i jeszcze ostatni raz spojrzała na swoją mamę. Ta sama która ją urodziła, karmiła, dawała poczucie bezpieczeństwa, opatrywała rany, uśmiechała się do niej pomimo własnych problemów i tak bardzo ją kochała leżała teraz przed nią. Nie sądziła, że przyjdzie jej kiedykolwiek widzieć obraz zmarłego członka rodziny. Rudowłosej naprawdę bardzo chciało się płakać, przytulić się do kogoś bliskiego i wypłakać wszystkie smutki, chociaż wiedziała, że to niedługo będzie już nie możliwe. Zacisnęła zęby i wybiegła z domu tak jakby pozostawiała wspomnienia, dzieciństwo i dotychczasowe życie.  Postanowiła, że nie będzie walczyć, tylko leczyć rannych, tylko tyle może zrobić. Biegała po wiosce z tą myślą i usiłowała pomóc poszkodowanym kiedy parę metrów od niej ujrzała leżącą osobę i natychmiast do niej podbiegła. Nie mogła uwierzyć swoim oczom, okazało się, że to był jej brat, co więcej był na granicy życia i śmierci. Bez zbędnych rozmów przyłożyła swoje dłonie do klatki piersiowej chłopaka a spod jej rąk zaczęła wydobywać się seledynowa chakra.  Nagle poczuła czyjąś obecność. Wzięła kunaia do ręki i rzuciła w najbliższy krzak z którego po chwili wyskoczył shinobi z wioski chmury. Rzucił w nią shurikenami, które z łatwością odbiła. Tak zaczęła się walka. Toczyła się dosyć równo jednak po czasie różnice w doświadczeniu i umiejętnościach Kushiny a jej rywala stały się widoczne. Po niedługiej wymianie bezpośrednich ciosów ruda się odsłoniła i była idealnym celem. Kunai już zmierzał w kierunku jej brzucha kiedy jakieś ciało zasłoniło ją. Był to Kazuma, który został bezpośrednio trafiony, jednakże był na tyle blisko, że bez problemu dźgnął wroga swoją bronią. Gdy tamten upadł na ziemię chłopak zaczął:
 - Tata zmarł… mama również, prawda? – pytał się, jednak mówił jakby był pewny odpowiedzi jak i tego, że Kushina wie, co się stało z ich matką. Nie czekając na reakcję siostry kontynuował – Oni już nie żyją i nie wrócą, zrozum to, mnie też za chwilę już nie będzie, tak samo i wioski. Musisz się ratować… i tak miałaś się przenieść do Konoha, więc zrób to.
- Każesz mi uciekać? – zapytała z niedowierzaniem dziewczyna.
 - Spełnij ostatnią prośbę swojego starszego brata, dobrze? – odpowiedział Kazuma. Odwrócił się do Kushiny i drżącą ręką poklepał ją po głowie z uśmiechem mówiąc- Kocham Cię, rudzielcu.

 
Wtedy też opadł bez życia na ziemię. Rudowłosa nawet nie spojrzała na niego tylko mówiła do pustej przestrzeni słowa: „ Wiem, że już za późno, ale od dziś będę grzeczną młodszą siostrą..” i nie czekając na nic wzięła zwłoki brata na plecy i wyruszyła w drogę. Biegła ile tylko miała siły w nogach, dzień i noc. Przedzierała się przez las aż pewnego razu napotkała się na mały stawik pełen ryb, żab i innych stworzeń, a wokół niego rozciągało się nieprzerwalne pasmo brzóz rozstawionych nierównomiernie. Pod jedną z nich wykopała duży dół i zakopała zwłoki brata. Z dwóch cieńszych brzozowych gałęzi zrobiła krzyż i wetknęła go w miejsce pochówku. Po krótkim odpoczynku postanowiła wrócić do głównej drogi. Tym razem szła bardzo powoli by mieć pewność, że nie zapomni drogi do tego miejsca. Dopiero teraz ujrzała tę zieleń lasów i spokój jakim to miejsce emanowało. Pogoda była bardzo słoneczna w odróżnieniu od tej z Uzushiogakure, w której ciągle padał deszcz i było pochmurno. Spacerowała sobie tak, jakby to było dla niej przyjemnością. Zupełnie nie było widać, że właśnie była w żałobie po straceniu wioski i całej rodziny. W końcu doszła do bram Konoha, sama nie wiedząc jak tu trafiła. Zawahała się na chwilę. Naprawdę nie chciała tu przychodzić ale nie mogła żyć w lesie. Poza tym złożyła obietnicę Kazumie, że się go posłucha. Zacisnęła pięści i podeszła do jednego ze strażników, który spojrzał na nią z ukosa na wieść, że chce się spotkać z Hokage. Podszedł do drugiego i chwilę się naradzali zerkając podejrzliwie na dziewczynę. W końcu jeden z nich gdzieś pobiegł i wrócił z dwoma innymi shinobi, pewnie na zmianę warty, a wcześniej poznana dwójka (mam nadzieję, że się nie pogubicie którzy to którzy :C dop. aut.) zadeklarowała się, że odprowadzi ją do gabinetu głowy wioski. Ruszyli w drogę. Szli ulicami Konoha. Dla dziewczyny było to aż imponujące jaką pokojową i życzliwą aurą promieniuje to miejsce, jednak ciekawił ją jeden fakt.
- Tak właściwie to czemu mnie wpuściliście do wioski? Przecież mnie nie znacie. – zaczęła rozmowę zaciekawiona rudowłosa na co oboje się uśmiechnęli a jeden odpowiedział.
- Nie mogliśmy zostawić małej dziewczynki samej, poza tym ciekawi mnie jaką sprawę możesz mieć do Hokage.
Reszta drogi minęła im na przyjacielskiej rozmowie.  Gdy doszli na miejsce dziewczyna zapukała po czym weszła do gabinetu. Pomieszczenie wyglądało zupełnie inaczej niż Kage z jej wioski. Było przestronne, z dużymi oknami przez które widać było cudną panoramę wioski, urządzone dość nowocześnie. Za biurkiem siedział dość sędziwy mężczyzna z radosnym uśmiechem i kapeluszem Hokage. W ogóle Kushinie wszystko tej wiosce wydawało się radosne, a wszyscy się uśmiechali, zastanawiało ją to.
- Co cię do mnie sprowadza dziecinko?- zapytał mężczyzna wyrywając dziewczynę z przemyśleń.
-Nazywam się Uzumaki Kushina – odpowiedziała po prostu a ten zrobił minę jakby to wszystko wyjaśniało.  Dziewczyna jednak kontynuowała wypowiedź- Niestety zaatakowano moją osadę, która rozpadła się a wszystkich mieszkańców zabito. Dlatego przybyłam tu już teraz.
 -Krótko i rzeczowo, to mi się podoba. Tak właściwie wiesz po co tu jesteś? – zapytał, a dziewczyna zaprzeczyła. – Powiem prosto z mostu. Z powodu twojej chakry chcemy cie uczynic następnym Jinchuurikim Kyuubiego. Teraz zaprowadzę cię do pani Mito- aktualnej Jinchuuriki. Bardzo chce z tobą porozmawiać i to ona zapewni ci schronienie do póki nie znajdziesz własnego mieszkania. – wtedy mężczyzna wstał  i podszedł do zszokowanej dziewczyny i razem wyszli z gabinetu
.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz