Rudowłosa jak zwykle siedziała w pokoju dopracowując zwoje
gdy usłyszała krzyk mamy wołającej na obiad. Dziewczyna od razu zerwała się z
miękkiego dywanu i popędziła na dół. W pośpiechu wskoczyła na barierkę i
zjechała po niej zeskakując prosto do kuchni.
-Kushina, czy ty nigdy nie możesz zejść normalnie po schodach- usłyszała naganę matki.
Wyprostowała się dumnie krocząc do stołu zupełnie olewając wcześniejszą wypowiedź rodzicielki. Niejaka rudowłosa nazywała się Kushina Uzumaki. Miała 11 lat i była największym rozrabiaką w wiosce. Zjadła obiad w ciszy, co było u niej rzadkie i wróciła do wcześniejszej czynności. Nie miała dzisiaj ochoty na trening z ojcem, bójki z bratem ani robienia awantury w wiosce. Czuła niepokój. Widziała, że od teraz musi się mieć na baczności mimo, że nie wiedziała dlaczego. Na dokańczaniu zwojów spędziła pozostałą końcówkę dnia. W nocy śniły jej się koszmary, po przebudzeniu nie pamiętała co dokładnie się w nich działo lecz dziwne uczucie pozostawało. Rankiem obudziły ją promienie słońca wpadające przez okno po przeciwnej stronie pokoju. Kushina zwlokła się z łóżka i wyjrzała na dwór. Za oknem zobaczyła brata trenującego z ojcem. Na ten widok szybko się ożywiła. Włożyła na siebie pierwsze co wpadło jej w ręce i mało co nie zlatując ze schodów wybiegła na podwórko. Stanęła w drzwiach radośnie uśmiechnięta kiedy nagle kunai wbił się w ścianę tuż obok niej. Spojrzała w stronę z której przyleciała broń. Zobaczyła wesołą twarz brata jak zwykle do niej uśmiechniętą. Był od niej o 5 lat starszy i mimo jej charakterku bardzo się o nią troszczył i najzwyczajniej w świecie kochał.
-Co się tak ociągasz, rudzielcu- zapytał wyszczerzając zęby w jeszcze szerszym uśmiechu. Bardzo często się uśmiechał. Był szczupły i wysoki, a włosy miał kruczoczarne.
-Kushina, czy ty nigdy nie możesz zejść normalnie po schodach- usłyszała naganę matki.
Wyprostowała się dumnie krocząc do stołu zupełnie olewając wcześniejszą wypowiedź rodzicielki. Niejaka rudowłosa nazywała się Kushina Uzumaki. Miała 11 lat i była największym rozrabiaką w wiosce. Zjadła obiad w ciszy, co było u niej rzadkie i wróciła do wcześniejszej czynności. Nie miała dzisiaj ochoty na trening z ojcem, bójki z bratem ani robienia awantury w wiosce. Czuła niepokój. Widziała, że od teraz musi się mieć na baczności mimo, że nie wiedziała dlaczego. Na dokańczaniu zwojów spędziła pozostałą końcówkę dnia. W nocy śniły jej się koszmary, po przebudzeniu nie pamiętała co dokładnie się w nich działo lecz dziwne uczucie pozostawało. Rankiem obudziły ją promienie słońca wpadające przez okno po przeciwnej stronie pokoju. Kushina zwlokła się z łóżka i wyjrzała na dwór. Za oknem zobaczyła brata trenującego z ojcem. Na ten widok szybko się ożywiła. Włożyła na siebie pierwsze co wpadło jej w ręce i mało co nie zlatując ze schodów wybiegła na podwórko. Stanęła w drzwiach radośnie uśmiechnięta kiedy nagle kunai wbił się w ścianę tuż obok niej. Spojrzała w stronę z której przyleciała broń. Zobaczyła wesołą twarz brata jak zwykle do niej uśmiechniętą. Był od niej o 5 lat starszy i mimo jej charakterku bardzo się o nią troszczył i najzwyczajniej w świecie kochał.
-Co się tak ociągasz, rudzielcu- zapytał wyszczerzając zęby w jeszcze szerszym uśmiechu. Bardzo często się uśmiechał. Był szczupły i wysoki, a włosy miał kruczoczarne.
-Nie pozwalaj sobie za bardzo, dattebane- odpowiedziała z chytrym uśmieszkiem i już znalazła się za nim. Nie zdziwiło go to za bardzo, ponieważ szybko uniknął ciosu i odskoczył. Już miał wykonać pieczęć kiedy drogę zagrodził mu ojciec. Spojrzał na swoje dzieci poważnie, a chłopak szybko się wyprostował. Kiedy Kushina tak na nich patrzyła byli niemal jak dwie krople wody, zresztą ona była bardzo podobna do matki. Obie miały krwawoczerwone włosy, tyle, że Kushinie sięgały do pasa, a jej mamie do ramion. Dziewczyna może nie okazywała tego w jakiś szczególny sposób ale rodzina była dla niej niezwykle ważna. Na samą myśl o tym uśmiechnęła się pod nosem. Odwróciła głowę i ujrzała brata kierującego się do domu, zaś w jej stronę zmierzał jej tata.
-Kushina, musimy porozmawiać … chodź- ruda na twarzy ojca zobaczyła zmartwienie więc bez zbędnego protestu wyruszyła za nim. Szli jakieś 10 minut, po których dotarli nad jezioro. Bardzo dobrze znana Kushinie okolica. Wybrzeże porośnięte tatarakiem, kilka metrów dalej rozciągał się las, a szare niebo jak zwykle zwiastowało deszcz. Między ojcem a córką nastała niezręczna cisza. Dziewczynę nurtowało po co została tutaj przyprowadzona, czemu tata jak zwykle nie powiedział jakiegoś nieudanego kawału aby poprawić atmosferę, czemu miał taki poważny wyraz twarzy, czemu nie poklepał jej po głowie mówiąc o tym jaki ma wielki potencjał, czemu nie mogła zostać z bratem i się powygłupiać na podwórku. Miała dość tych pytań bez odpowiedzi, już miała zacząć krzyczeć, jak zawsze gdy była sfrustrowana, gdy mężczyzna się w końcu odezwał.
-Jak już wiesz, my, klan Uzumakich posiadamy niezwykłą chakrę… ale raz na jakiś czas pojawia się osoba, której chakra jest lepsza, specyficzna… - tu przerwał. Kushina powoli zaczynała rozumiec do czego prowadzi ta rozmowa.
-Taką osobą jesteś ty, wszystkie nacje pożądają twojej chakry i z tego względu prawdopodobnie wkrótce wybuchnie wojna. Postanowiliśmy, że jeśli do tego dojdzie, a wioska rozpadnie się, powinnaś dobrze wykorzystać moc, którą posiadasz. Oddamy cię pod opiekę Hokage- dokończył swoją
wypowiedź. Dziewczyna przez parę sekund stała osłupiała, ale
w końcu się odezwała
-Hokage… to znaczy, że mam trafić do Konoha?- zapytała, na co ojciec przytaknął. Mocno zszokowana wróciła wolnym krokiem do domu. Przechodząc zerknęła na brata siedzącego w kuchni z zatroskanym wzrokiem. Szybko poszła do pokoju i położyła się na łóżko. Usłyszała jeszcze początek rozmowy pozostałych domowników
-Hokage… to znaczy, że mam trafić do Konoha?- zapytała, na co ojciec przytaknął. Mocno zszokowana wróciła wolnym krokiem do domu. Przechodząc zerknęła na brata siedzącego w kuchni z zatroskanym wzrokiem. Szybko poszła do pokoju i położyła się na łóżko. Usłyszała jeszcze początek rozmowy pozostałych domowników
-Nie mogłeś załatwić tego delikatniej?
-Wiesz, że to poważna sprawa. Jest na tyle duża, że musi mieć świadomość o
wszystkim.
I w tym momencie okryła się cała kołdrą i zasnęła. Obudziła się o ok. 2 w nocy. Musiała uporządkować myśli. Przez nią miała wybuchnąć wojna, która prawdopodobnie zmiecie z powierzchni ziemi jej ukochaną wioskę. Leżała przez chwilę w ciszy i usłyszała szelest. Automatycznie podbiegła do okna. Dwie czarne postacie właśnie przemierzały jej podwórko. „Co to to nie” pomyślała i gdy intruzi wyszli Kushina skoczyła z okna prosto w krzaki i pobiegła w stronę w którą udali się owi nieznajomi. Śledziła ich co najmniej pół godziny, a gdy się w końcu zatrzymali schowała się za drzewem w odległości zaledwie 10 metrów. Teraz mogła się bliżej przyjrzeć. Byli to dobrze zbudowani. Wysocy mężczyźni z opaskami z chmury. Śmiała się w duchu, kto wysłał takich wielkoludów na przeszpiegi. Jeden chyba zauważył czyjąś obecność bo zaczął się rozglądać na wszystkie strony. To był znak dla Uzumaki, że należy wracać. Z takimi przeciwnikami pewnie by sobie nie poradziła. Wróciła do domu około 3. Weszła do pokoju ubrała się pospiesznie i zajęła się treningiem. Wiedziała, że niedługo będzie musiała walczyć, a nie chce być dla nikogo ciężarem. Około 5 znalazł się przy niej brat, „No nareszcie będzie z kim porozmawiać” pomyślała. Opowiedziała o wcześniejszym zdarzeniu bratu, a ten po krótkim namyśle stwierdził, że powinni udać się do biura Kage (nie wiem jak się nazywał Kage tamtej wioski .-. .dop.aut). Od razu wyruszyli i skacząc po dachach dotarli do biura. Zapukali i grzecznie weszli. Gabinet był urządzony bardziej jak pokój dziadka niż pomieszczenie gdzie pracuje głowa wioski. Ściany zdobiła ciemnozielona wykładzina. Znajdował się tam kominek a obok niego duży, czerwony fotel. Po przeciwnej stronie pokoju stała ogromna czerwona sofa, a naprzeciwko wejścia potężne drewniane biurko zasypane papierami. Stali po środku tego wielkiego pomieszczenia. Kushina prawdę mówiąc nie po raz pierwszy tu była. Za swoje kawały nie raz siedziała tu na dywaniku lecz teraz zżerała ją dziwna trema. Na szczęście Kazuma(brat Kushiny. dop. aut.) zaczął wyjaśniać Kage sytuację. Sędziwy mężczyzna słuchał w zaciekawieniu. Gdy mieli odejść usłyszeli wybuch. Tak …to było to. Wojna się zaczęła.
I w tym momencie okryła się cała kołdrą i zasnęła. Obudziła się o ok. 2 w nocy. Musiała uporządkować myśli. Przez nią miała wybuchnąć wojna, która prawdopodobnie zmiecie z powierzchni ziemi jej ukochaną wioskę. Leżała przez chwilę w ciszy i usłyszała szelest. Automatycznie podbiegła do okna. Dwie czarne postacie właśnie przemierzały jej podwórko. „Co to to nie” pomyślała i gdy intruzi wyszli Kushina skoczyła z okna prosto w krzaki i pobiegła w stronę w którą udali się owi nieznajomi. Śledziła ich co najmniej pół godziny, a gdy się w końcu zatrzymali schowała się za drzewem w odległości zaledwie 10 metrów. Teraz mogła się bliżej przyjrzeć. Byli to dobrze zbudowani. Wysocy mężczyźni z opaskami z chmury. Śmiała się w duchu, kto wysłał takich wielkoludów na przeszpiegi. Jeden chyba zauważył czyjąś obecność bo zaczął się rozglądać na wszystkie strony. To był znak dla Uzumaki, że należy wracać. Z takimi przeciwnikami pewnie by sobie nie poradziła. Wróciła do domu około 3. Weszła do pokoju ubrała się pospiesznie i zajęła się treningiem. Wiedziała, że niedługo będzie musiała walczyć, a nie chce być dla nikogo ciężarem. Około 5 znalazł się przy niej brat, „No nareszcie będzie z kim porozmawiać” pomyślała. Opowiedziała o wcześniejszym zdarzeniu bratu, a ten po krótkim namyśle stwierdził, że powinni udać się do biura Kage (nie wiem jak się nazywał Kage tamtej wioski .-. .dop.aut). Od razu wyruszyli i skacząc po dachach dotarli do biura. Zapukali i grzecznie weszli. Gabinet był urządzony bardziej jak pokój dziadka niż pomieszczenie gdzie pracuje głowa wioski. Ściany zdobiła ciemnozielona wykładzina. Znajdował się tam kominek a obok niego duży, czerwony fotel. Po przeciwnej stronie pokoju stała ogromna czerwona sofa, a naprzeciwko wejścia potężne drewniane biurko zasypane papierami. Stali po środku tego wielkiego pomieszczenia. Kushina prawdę mówiąc nie po raz pierwszy tu była. Za swoje kawały nie raz siedziała tu na dywaniku lecz teraz zżerała ją dziwna trema. Na szczęście Kazuma(brat Kushiny. dop. aut.) zaczął wyjaśniać Kage sytuację. Sędziwy mężczyzna słuchał w zaciekawieniu. Gdy mieli odejść usłyszeli wybuch. Tak …to było to. Wojna się zaczęła.
Opowiadanie super nie mogę się doczekać ciągu dalszego:)
OdpowiedzUsuńA i czy w drugim rozdziale pojawi się MInato ?
Pozdrawiam i życzę ci dużoooooooooo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! weny:D
Nosz fuck dlaczego nie moge wymyślić nic sensownego. Bardzo fajny rozdział, stwierdzam że jesteś ode mnie better jeśli chodzi o początki pisania ;D. Pozdrawiam, życzę duuużo weny i czekam na next'a.
OdpowiedzUsuńPs. Jak ja nienawidzę pisać komentarzy które nic nie wnoszą wrr... Może następnym razem uda mi się napisać coś lepszego ;)
Pps. Podała bym ci link do mojego bloga ale z telefonu jest to dość trudne :) Jeśli masz ochotę poczytać również o MinaKushi to zapraszam do szperania na Google+ (klikasz w mój nick tam się powinno pojawić) a taką se reklamę walne ;D.
Dziękuję, na pewno zobaczę ;D Wiem, że mnie tu nie było, ale mam nadzieje, że mnie nie opuściłaś...;___;
UsuńOpowiadanie super nie mogę się doczekać ciągu dalszego:)
OdpowiedzUsuńA i czy w drugim rozdziale pojawi się MInato ? nie moge sie doczekać nexta pisz dalej życze duzo weny
Ah, dziękuję. Nie sądziłam, że ktokolwiek to przeczyta *.* ogółem mam teraz dużo do nauki w szkole więc nic się nie pojawiło, jednak te komentarze naprawdę mnie zmotywowały i myślę, że w weekend coś naskrobię <3 Dziękuję Wam! Mam nadzieję, że mnie nie opuścicie, Co do Minato...to się okaże...
OdpowiedzUsuń